.



 

 Dyskografia Wojtka Pilichowskiego Czytelnia Sprzęt Wojtka Pilichowskiego

Wojtek Pilichowski opowiada nam o swoich żółtych włosach i Grochowie

Wydajesz nową płytę. Jaka jest?

Wojtek Pilichowski: Nie jest ubrana w żadne schematy i bardzo się z tego cieszę. Bo nie wyobrażam sobie, żeby, żeby była jednolita. Nie interesuje mnie żaden określony styl sam w sobie. Zresztą rock ani jazz jako gatunki już nie istnieją. Wszędzie jest jakaś domieszka. Ja robię taką muzykę, jaka mnie kręci i jaką czuję.

Na płycie aż roi się od nazwisk znanych polskich artystów.

Wojtek Pilichowski: Do nagrań zaprosiłem moich znajomych i przyjaciół. A przy okazji tak się składa, że są to dobrzy artyści.

Płyta ma dziwny tytuł.

Wojtek Pilichowski: To Hołdys tak mnie przezywa. Mówi na mnie Wojtek Pi, a ja na niego Zbigniew Ho. A wszystko zaczęło się od Jana Bo (śmiech). Znak Pi wytatuowałem sobie na ramieniu.

fot. Gemini

Jesteś uważany za najlepszego wirtuoza gitary basowej w Polsce. Co ty na to?

Wojtek Pilichowski: To miłe, ale drażni mnie epitet "najlepszy". To tak, jakby inni muzycy byli gorsi ode mnie. Dlatego bez sensu jest przyznawanie nagród pod hasłem najlepszy. Muzyka to nie sport.

Muzykowanie to chyba ciężki kawałek chleba?

Wojtek Pilichowski: Reprezentuję wąskie grono muzyków, którzy istnieją chyba w każdym państwie świata. nazywamy siebie sidemanami, czyli muzykami sesyjnymi. jesteśmy zatrudniani do nagrywania płyt, do grania koncertów.

To bardzo trudne zadanie, bo można bardzo łatwo popaść w paranoję zadawania pytań: o co tu chodzi? dlaczego ja nie gram w jakimś konkretnym zespole? Ludzie często postrzegają nas jako alkoholizujących i narkotyzujących się dziwaków. A przecież my nie żyjemy w tak szpanerski sposób jak niektórzy członkowie młodych zespołów. Gdybym ja tak żył - to już trzy razy bym umarł.

Krótko: z kim aktualnie pracujesz?

Wojtek Pilichowski: Gram z Kasią Kowalską i Natalią Kukulską. Sporadycznie współpracuję też ze Zbyszkiem Hołdysem. Więcej nie powiem, bo to miało być krótko.

Zmieniłeś wizerunek. Znudziły Ci się długie włosy?

Wojtek Pilichowski: Postanowiłem w swoim życiu coś wyjaśnić. I zacząłem od włosów. Tak jest wygodniej i weselej. Kiedyś jeździłem żółtym samochodem i to mi poprawiało humor. Teraz sposobem na chandrę są moje włosy.

Jesteś warszawiakiem?

Wojtek Pilichowski: Tak, z dziada pradziada. Z dziadkiem obliczyliśmy, że jestem siódmym pokoleniem warszawiaków. Wychowałem się na Grochowie. Mieszkałem w jednym pokoju z mamą i dziadkami. Nie bez powodu na mojej płycie znalazł się kawałek Western Grochów. Pozdrawiam wszystkich z Grochowa!

rozmawiała
Edyta M. Nowak-Kokoszka
.