.



 

 Dyskografia Wojtka Pilichowskiego Czytelnia Sprzęt Wojtka Pilichowskiego BDPavatar

Jak pozbyć się brata z zespołu?


Obiecałem że wyjaśnię, jak wyrzucić brata z zespołu... Jak wszyscy (którzy macie rodzeństwo) dobrze wiecie, sprawy więzi rodzinnych wyglądają bardzo różnie. Ja nie bardzo się w tym orientuję, gdyż nie posiadam jawnego rodzeństwa. Proponuję podejść do tematu w sposób raczej symboliczny i potraktować poradę jako metodę zakończenia współpracy muzycznej z kimś, z kim jesteśmy w przyjaźni.

Metodą najprostszą, najczytelniejszą i nie pozostawiającą żadnych wątpliwości ani niedomówień jest jasne postawienie sprawy: albo się rozwijasz, albo... spotykamy się tylko na piwie. Przecież słaby muzyk w zespole to sabotażysta nasłany przez wrogą kapelę! To wróg! Tu przydaje się nagrywanie materiału podczas prób - wystarczy puścić delikwentowi kilka jego grubych potknięć... Albo weźmie się do roboty, albo niech sobie szuka zespołu, od którego nie będzie aż tak odstawał.

Gorzej, jeśli nie słyszy własnych błędów w nagraniach - albo mu słoń nadepnął na ucho, albo ma kłopoty z samooceną. W obu przypadkach współpracę należy skończyć szybko.

Oczywiście zawsze dajemy delikwentowi szansę: wiemy przecież, ile czasu zajmuje nam wyćwiczenie pewnych rzeczy, więc dajemy mu go troszkę więcej. Może miał złe dni? Dajemy mu szansę, potem - po raz drugi, trzeci... Stop! Zlicytowany!

Wiadomo - są miasta, w których ciężko o muzykantów, ale uwierzcie mi - lepiej grać z automatem perkusyjnym, niż z nierówno grającym perkusistą. To jest pewne.

Czasem bywa, że to my wchodzimy na czyjeś miejsce... Jacek Chruściński miał taką właśnie przygodę:

Kumpel grał w składance – takim objazdowym programie muzycznym z udziałem kilku gwiazd i paru gwiazdek. Grupa miał dwóch kierowników – były to czasy, w których nie było managerów. Był więc kierownik organizacyjny i kierownik zespołu. Brat jednego z nich był basistą w tej grupie. W związku z jakąś aferą alkoholową perkusista miał opuścić skład, na co nalegał jeden z kierowników. Drugi stwierdził że owszem – można gościa pożegnać, ale pod warunkiem, że wyleci również dość cienki basista. Wylecieli obydwaj, a ja o tej całej historii nie wiedziałem. Pojechałem, dostałem się do zespołu i byłem bardzo zdziwiony, że przez pierwszych kilka dni koledzy jakoś nie okazywali mi sympatii. Dopiero po jakimś czasie kierownik powiedział mi, ze gram na miejscu jego brata... 
.