Jak pozbyć się brata z zespołu?
Obiecałem że wyjaśnię, jak wyrzucić brata z zespołu... Jak wszyscy (którzy macie rodzeństwo) dobrze wiecie, sprawy więzi rodzinnych wyglądają bardzo różnie. Ja nie bardzo się w tym orientuję, gdyż nie posiadam jawnego rodzeństwa. Proponuję podejść do tematu w sposób raczej symboliczny i potraktować poradę jako metodę zakończenia współpracy muzycznej z kimś, z kim jesteśmy w przyjaźni.
Metodą najprostszą, najczytelniejszą i nie pozostawiającą żadnych wątpliwości ani niedomówień jest jasne postawienie sprawy: albo się rozwijasz, albo... spotykamy się tylko na piwie. Przecież słaby muzyk w zespole to sabotażysta nasłany przez wrogą kapelę! To wróg! Tu przydaje się nagrywanie materiału podczas prób - wystarczy puścić delikwentowi kilka jego grubych potknięć... Albo weźmie się do roboty, albo niech sobie szuka zespołu, od którego nie będzie aż tak odstawał.
Gorzej, jeśli nie słyszy własnych błędów w nagraniach - albo mu słoń nadepnął na ucho, albo ma kłopoty z samooceną. W obu przypadkach współpracę należy skończyć szybko.
Oczywiście zawsze dajemy delikwentowi szansę: wiemy przecież, ile czasu zajmuje nam wyćwiczenie pewnych rzeczy, więc dajemy mu go troszkę więcej. Może miał złe dni? Dajemy mu szansę, potem - po raz drugi, trzeci... Stop! Zlicytowany!
Wiadomo - są miasta, w których ciężko o muzykantów, ale uwierzcie mi - lepiej grać z automatem perkusyjnym, niż z nierówno grającym perkusistą. To jest pewne.
Czasem bywa, że to my wchodzimy na czyjeś miejsce... Jacek Chruściński miał taką właśnie przygodę:













