.



 

 Dyskografia Wojtka Pilichowskiego Czytelnia Sprzęt Wojtka Pilichowskiego BDPavatar

Gramy Koncerty

Tak na gorąco - jeśli gracie solówki, to odwróćcie się do publiczności przodem. To nie próba, nie gracie dla kolegów.

Jeśli gracie koncert i ktoś z was się pomyli, to nie wytykajcie go palcami. Teksty ze sceny typu: Ty baranie! Już nie żyjesz! nie poprawią ani odbioru, ani atmosfery w zespole. Przeciwnie: cały czas uśmiech, spoko, pełne zadowolenie, nie wypadamy z rytmu. To tylko w Woobie Doobie znudzonym ilością granych koncertów pozwalamy sobie na piętnowanie wpadek. To jedyne, co może nas zaskoczyć na scenie - coś się dzieje, ktoś się walnął!

Kiedyś w jakiejś solówce walnął się Fazi (choć błędy w prostych numerach to moja domena) i cała kapela parsknęła takim śmiechem, że było to głośniej słychać niż solówkę Faziego! Nikomu nie polecam takiego zachowania. To naganne!

Tak szczerze - to bardzo nieprofesjonalne krzywić się na siebie za pomyłki. Równie niezawodowe, jak przepraszać na głos za błędy. Amatorka. Dom kultury, nie ubliżając nikomu. Kiedyś grałem swój solowy koncert i Tomek Łosowski (którego uważam za absolutnego geniusza perkusji) skończył numer i okazało się, że gdzieś tam po drodze nastąpiła pomyłka w formie utworu. Zaraz po utworze, kiedy wybrzmiał ostatni akord, można było usłyszeć na sali: O kurde, przepraszam, zapomniałem, że tam po drodze mieliśmy zagrać dwa razy końcówkę! Pamiętajcie - uśmiech.

A jeśli uda wam się wybrnąć muzycznie z pomyłki - jesteście na najlepszej drodze do profesjonalizmu. I bądźcie przygotowani na to, że na koncerty przychodzą w większości ludzie gorzej przygotowani muzycznie niż wy - dla nich wasze błędy są trudne do wychwycenia. Często się spotykałem z tym, że grałem na koncercie jakąś zagwozdkę w aranżu (przesunięcia szesnastkowe lub coś w tym stylu), a potem ktoś przychodził i mówił: W tym numerze to się chyba walnęliście... Załamka! Trzy tygodnie pracujesz nad ta zmyłką, kombinujesz co tu zrobić, żeby wszystkimi zakołysało, żeby ich obudzić z rytmicznego transu - a oni myślą, że się pomyliłeś! To dobra nauczka - może zmyłka była za duża?

Z drugiej strony - masz zły dzień, solówka jest fatalna. Po sztuce podchodzi uduchowiony koleś i mówi: Zagrałeś tak oryginalnie... Tak inaczej... Oparłeś to na samych substytutach... Taaaaak, było interesująco... A to było twoje najgorsze solo w życiu i zaczynasz się zastanawiać, czy może nie otworzyć warzywniaka. Kiedyś graliśmy trasę promującą płytę Granat. No i już w pierwszym numerze rozminęliśmy się z minidyskiem, z którego leciał podkład. Nigdy nie dostaliśmy takiej owacji za ten numer, jak wtedy... Byliśmy wtedy wściekli: błąd na samym początku, szukaliśmy się do końca, pojawiły się nowe, zaskakujące elementy, solówki, których wcześniej nie było. Było ciśnienie, powstał jakiś taki prąd, że publika przyjęła to doskonale.

Muzyka to iluzja...
.