Bierz co Twoje!
Są dwa bardzo ważne miejsca, do których należy się udać po nagraniu czegokolwiek w studio czy tez na żywo. Pierwsze z nich to ZAIKS – organizacja wypłacająca tantiemy dla autorów tekstu i muzyki za każdorazowe publiczne odtworzenie ich piosenki. Pieniążki pochodzą od mediów (stacji radiowych i telewizyjnych) oraz wszelkich miejsc publicznych, w których odtwarza się muzykę. Choć wzbudza to protesty, to próbuje się wyegzekwować pieniądze od sklepów muzycznych, restauracji i knajp puszczających muzykę z radia... Niedługo na wypłaty dla autorów będą się zrzucać fryzjerzy, jeśli tylko mają w zakładzie radio! Składeczki płacą też producenci czystych nośników dźwięku...
Sam ZAIKS potrąca sobie niewielki procent od naszych wypłat za obsługę tych płatności oraz ściganie “piratów”, więc zarejestrowanie swoich utworów nie wiąże się z kosztami. Musimy jedynie napisać prymkę, bo kompozycja (według ZAIKSU) to akordy + melodia + tekst. I tu uwaga: o ile w wypadku kompozycji instrumentalnych ich autor zgarnia całą pulę wypłaty, to w przypadku “kompozycji słowno-muzycznej” autorzy tekstu i muzyki dostają po 50%.usimy oczywiście uważać na plagiaty: według prawa są nimi utwory, w których osiem kolejnych nut jest identycznych, jak w zarejestrowanym wcześniej utworze. Jakoś tak... Nie wiem dokładnie, choć sam jestem członkiem (za przeproszeniem) zwyczajnym ZAIKSU.
Ważna uwaga dla wszystkich buntowników: jeśli nie chcecie zgłaszać swoich utworów, a będą one emitowane publicznie, to i tak będą one odnotowane, policzone i rozliczone – z tym, że jeśli nie ma autora, to pieniążki przechodzą na konta wszystkich członków. Ktoś te pieniążki dostaje, ale na pewno nie autorzy utworu...
Kasa w wypadku chwytliwego kawałka jest nie do pogardzenia: jako autor muzyki do Straciłam swój rozsądek byłem mile zaskoczony stanem konta w jakiś czas po ukazaniu się tego utworu na płycie. Pomyślcie o tym!
Siurpryza
ZAIKS nie uwzględnił w swoich planach muzyki hiphopowej – dla nich po prostu ten gatunek nie może istnieć... Dlaczego? Bo według nich utwór to akordy i melodia! O ile jakieś akordy mają miejsce, to z melodią jest krucho... Nie ma melodii? Nie ma utworu! Nie ma tantiemów...
Trzeba się ratować – ja na przykład zgłaszając takie utwory wymyślam sobie jakąś melodyjkę (kujawiak lub duński walczyk).
Wyprzedzając pytanie: jeśli nie piszesz tekstów ani muzyki – jeszcze nie przegrałeś! Istnieją jeszcze dwie (niestety) organizacje, które mogą wspomóc nas finansowo w wypadku popełnienia przeboju. Mówimy tu o tantiemach wykonawczych. I tu takiemu na przykład Pilichowskiemu już się pucha śmieje!
Niestety pojęcie to funkcjonuje w naszym kraju od niedawna, więc taki na przykład Wojtek Morawski czy Henryk Miśkiewicz mogliby sobie w cywilizowanym świecie postawić fajną chałupę i jeździć dobrą furą nie będąc autorami wykonywanych kompozycji. Ale jakiś czas temu pewien mądry minister zauważył, że coś jest u nas nie tak – na całym świecie tantiemy wykonawcze są wypłacane nawet wtedy, gdy w nagraniu wykorzystano muzycznie beknięcie. Więc i u nas wprowadzono tę mądrą zasadę! Pieniążki wpłacane przez media są naliczane dla wykonawcy za każde publiczne odtworzenie utworu. Sprzedaż nie ma tu żadnego znaczenia. Ale i tak warto pamiętać o firmach STOART i SAWP, bo to waśnie one umożliwiają muzykom dorobienie sobie paru groszy.











