.



 

 Dyskografia Wojtka Pilichowskiego Czytelnia Sprzęt Wojtka Pilichowskiego BDPavatar

Prywatki zespołowe

Zespół, aby mógł się rozwijać, musi cementować przyjaźń przeżywając wspólne biesiady. Kładę tu szczególny akcent na słowo “przeżywać”... Odradzam tu korzystanie z firm wyspecjalizowanych w imprezach integracyjnych – to rozwiązanie kosztowne i niepewne. Polecam sprawdzoną i skuteczną metodę: prywatkę.

Przygotowania

Należy upewnić się, że następnego dnia nie gramy żadnego koncertu i nie mamy próby. Próba może bowiem być bardzo uciążliwa, koncert zaś – ostatni w naszej karierze...


Obsada

Należy oczywiście zaprosić płeć przeciwną (wyjaśnię może: jeśli nasz zespół jest męski, to zapraszamy kobiety, jeśli tworzymy girlsband – mężczyzn). Jeżeli grywacie w “Błękitnej Ostrydze”, to wasza sprawa...

Wypas

Nie należy zastawiać stołu słodyczami. Może się okazać, że zaproszenie niewiast będzie dobrym posunięciem również ze względu na ich kulinarne talenty... Dobrze sprawdzają się tutaj fanki, które są wstanie zrobić wszystko (i w każdych ilościach) dla swoich idoli.

Co do alkoholi – generalnie nie należy przesadzać.

Musimy też zdawać sobie sprawę, że u niektórych przedstawicieli naszego gatunku w trakcie spożywania alkoholu wychodzi zwierzę. Może się więc okazać, że kolega z zespołu - zawsze cichy, grzeczny i skromny – nagle okaże się być potworem! Zimą takich pacjentów wystawiamy na balkon, latem – moczymy w zimnej wodzie, w wannie.

Wdzianko

Generalnie do wyboru mamy mundur galowy i polowy. Wybór zależy od naszych planów i zamiarów – polowy nie obliguje nas oczywiście do żadnych zachowań i wszyscy dobrze wiedzą, po co przyszliśmy. Galowy stawia przed nami pytanie, czy po tej prywatce chcemy mieć możliwość założenia go jeszcze raz.
Jeśli jesteśmy zespołem heavymetalowym i któryś z kolegów ubierze się szczególnie prześlicznie: umyje włosy, posmaruje sobie kremem tatuaże, założy skórzane spodnie i nowiutki t-shirt z napisem Iron Maiden to oznacza, że albo chce zbajerować jakąś cielęcinę na prywatce, albo jest gejem. Drugie wyjaśnienie nie jest tak straszne, jak się może na pierwszy rzut oka wydawać – wyeksponowanie kolesia może nam znacząco powiększyć publikę.

Program artystyczny

Z pewnością nąstapi moment, w którym ktoś z zaproszonych gości zagai: co tam nagraliście ciekawego ostatnio? To początek końca – impreza pomalutku zaczyna upadać... Żadnych demówek! Po pytaniu: I jak ci się podoba? możemy usłyszeć odpowiedź: Mam być miły czy szczery? Proponuję więc zachować tę przyjemność na sam koniec prywatki, kiedy już nic nie cieszy – wtedy będzie można się pośmiać z cudzych kawałków...

Do słuchania polecam muzykę taneczną, to sprawdzone rozwiązanie. Na imprezach u Grymuzy na przykład bawimy się przy przebojach lat 80. (Duran Duran, Kajagoogoo, stare numery Jacksona). U mnie kiedy tylko zrobi się tłok (mniej więcej 5-6 osób w domu) puszczamy cokolwiek, bo jest już tak tłoczno gwarno, że muzyka nikomu w tańcu nie przeszkadza. U Kaśki Kowalskiej oprócz sprzętu muzycznego bębni telewizor, i kiedy tylko na ekranie pojawia się wokalista Fate No More, to Kaśka rzuca się do wieży i wyrywa zębami kable od kolumn, żeby podgłosić telewizor na max. U Natalii w “Malborku” każdy forsuje to, co ma.

Sliskie tematy

Na pewno nie polecam imprez po koncertach, podczas których odbywają się ”wypominki”: ty to się pomyliłeś tu, a ty tyle razy, ona zapomniała o zwrotce, on zepsuł solówkę. Świadczy to tylko o tym, że albo jesteśmy zespołem skrajnie amatorskim, albo jest to impreza pożegnalna i za chwilę zmieni się skład. Jeśli już rozmawiamy o naszym zespole, to raczej w duchu propagandy sukcesu.
Strasznym błędem jest obgadywanie cudzych dziewczyn – nigdy nie wiadomo, kto na kogo ma chrapkę... Nie komentujemy gustów muzycznych – najczęściej nie znamy wszystkich na imprezie, a nie wiadomo, jaki demon w nich drzemie. Oczywiście nie wychwalamy własnego poziomu muzycznego, gdyż w miarę odrealniania sytuacji tracimy kontrolę nad rzeczywistością. I tak właśnie rodzi się faszyzm...

Staramy się też nie wychodzić przed szereg – teks typu: czytałem ostatnio pouczającą lekturę... lub: wczorajszy wieczór spędziłem w teatrze... mogą wywołać spontaniczną reakcję kolegów: po chwili ciszy ktoś sięgając po rozweselacz spojrzy nam głęboko w oczy i powie: Tiaaaaa... To fajnie...
Może też być odwrotnie – jeśli trafimy na konesera i wyskoczymy z tekstem o poruszającej do głębi lekturze, to koleś może z nas zrobić pośmiewisko i wystawić na strzał, obnażając publicznie nasze prostactwo.

 Opuszczamy imprezę

Trzeba wiedzieć, kiedy skończyć – polecam ten moment, w którym trzymamy jeszcze fason. Robimy to albo “po angielsku”, czyli niepostrzeżenie, albo pokazowo – zbieramy siły i pokazujemy, że choć czujemy się jeszcze bardzo świeżo, to musimy lecieć – przed nami cała noc i masa innych imprez.

Nie zdążyliśmy opuścić imprezy

Budzimy się rano w objęciach własnego perkusisty... Jedyny ratunek to ucieczka na szczura, polecana również w przypadku szczególnie sympatycznych, lecz nieurodziwych kobiet: po prostu odgryzamy sobie ramię, na którym spoczywa głowa towarzyszki (lub towarzysza) upojnej nocy, po czym spier.... ten, no... uciekamy cichutko.

Znany scenariusz: budzi nas pukanie do drzwi. Pytamy: Kto tam? Ktoś odpowiada: ja! A my: Ja?! Jak to JA!?

Inny scenariusz: poranny krokodyl. W trakcie imprezy zamawialiśmy żarełko i napitek przez korporację taksówkową lub sami śmigaliśmy do nocnego sklepu. Rano otwieramy portfel... Aaaaaaaa!!!! I to jest właśnie poranny krokodyl.

.