.



 

 Dyskografia Wojtka Pilichowskiego Czytelnia Sprzęt Wojtka Pilichowskiego

Chcemy grać, ale jeść też się chce... Nie wszyscy mają to szczęście, że mogą utrzymać się z muzykowania – w każdym razie nie na początku swojej kariery.

Sam miałem taki epizod w swoim życiu, że pracowałem w agencji ochrony mienia i pilnowałem butiku. Przychodziłem sobie po prostu już po jego zamknięciu i siedziałem sobie do rana – gdzie indziej to się “cieć” lub “dozorca” nazywa, a tu – ochrona mienia. Ale dzięki temu grałem sobie całe noce na basie, w przerwach oglądałem czarno-biały telewizor. Raz byłem tak czujnym ochroniarzem, że kiedy bardzo mocno padał deszcz, a ja odkręciłem wzmacniacz, to nie usłyszałem, że dolna część sklepu została zalana wodą przez pęknięty zawór burzowy. Kiedy usłyszałem chlupotanie zbiegłem czym prędzej na dół i... wielkie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem flamastry, długopisy, pomoce naukowe wszelkiej maści i syntezatory Casio pływające po całej powierzchni sklepu! Wyślizgałem się – powiedziałem właścicielom, że walczyłem z żywiołem, ale mi nie wyszło...

Metoda ćwiczenia w godzinach pracy nie daje się jednak tak łatwo zastosować w innych przypadkach – na przykład zawodowym kierowcom odradzam ją szczególnie. Chociaż... Jeden z moich kolegów rozwoził robotników na budowy. Kiedy miał na nich czekać kilka godzin, to wyjmował sobie gitarkę ze schowka na rękawiczki... hem... hem... poniosło mnie. No więc wyciągał sobie gitarkę i ćwiczył. Podczas jazdy chyba tylko harmonjkarze doustni, wokaliści i pier.....ci mogą sobie poćwiczyć.

Inni szczęśliwcy z branży muzycznej to tekściarze – oni mogą sobie wymyślać teksty w każdej chwili – w sławojce, stołówce, przy taśmie produkcyjnej, za kółkiem lub przy garach – jak Cyklop podczas rejsu. Ale to już zupełnie inna historia...

Oczywiście ze wszech miar polecam próbowanie utrzymania się z muzyki. Jeśli gracie swoje własne numery, to postarajcie się je zarejestrować w jakimś niedrogim studio, domową metodą wypalcie sobie parę krążków na komputerze, zróbcie okładki na xero i... polówka przed sceną pozwala wam zarobić parę groszy na struny. Przy okazji wasze nagrania idą w świat, nie zapomnijcie więc podać swoich namiarów na okładce. Kto wie... 

Nikt nie powinien się przypieprzyć o oszukiwanie fiskusa, a nawet jakby jakiś tajniak ze skarbowego złapał was za rękę, to jest to świetny temat reklamowy dla zespołu.

.