.



 

 Dyskografia Wojtka Pilichowskiego Czytelnia Sprzęt Wojtka Pilichowskiego

Kiedy rzucić robotę?

Za ten odcinek (podobnie jak za żaden inny) nie mogę wziąć odpowiedzialności :)

Zacznę od siebie - podjąłem decyzję o skupieniu się wyłącznie na muzyce po przymusowym wyjeździe na roboty do Włoch, gdzie na czarno pracowałem ponad cztery miesiące jako techniczny za 1/3 stawki makaroniarza. Italia była wówczas mało słoneczna - wracałem w grudniu... W pociągu trafił nam się jedyny nieogrzewany skład w całym pociągu. Na szczęście zaopatrzyliśmy się w spore ilości wybornego alkoholu, który był tam tańszy niż w Polsce. Siedzieliśmy wszyscy okutani w śpiwory trzęsąc się z zimna... Kończyłem właśnie półlitrową flaszkę jakiegoś ginu kiedy postanowiłem, że to już ostatni raz! Choćbym miał w Polsce jeść suchy chleb, to zajmę się tylko graniem na basówce.

No i opłacało się - już po miesiącu zadzwonił Morawski z informacją, że Borysewicz szuka basisty. Potoczyło się...

Był to 1992 rok, a więc grałem już 6 lat, nie miałem żadnej płyty na koncie, nie grałem z nikim ważnym. Morawski widział mnie w jakimś dziwnym składzie na festiwalu w Kołobrzegu - nie znaliśmy się prawie wcale
I tak trzeba zrobić - jeśli już grać, to do oporu. Ćwiczyć, grać z różnymi muzykami, jeździć na jam-session gdzie się da. Samo rzucenie roboty niewiele da... I nie wyznaczajcie sobie żadnych dat - to nie tak, że rzucam robotę i za dwa lata mam być na topie. Nie w tym rzecz! Bycie sławnym a bycie dobrym muzykiem to zasadnicza różnica.

Czy inni też się poświęcali? Na pewno. Grymuza zbierał gdzieś w Europie maliny a jego mama wzięła pożyczkę, żeby kupić mu pierwszą porządną gitarę. Używa jej do dziś na koncertach - to taki czarny Ibanez. Zaczął grać na weselach, żeby zarobić na wzmacniacze. Wojtek Olszak całe swoje życie podporządkował muzyce - nic innego nigdy dla niego nie istniało. Bo w muzyce szczyt osiągają tylko ci, którzy nie mają alternatywy.

Miewałem uczniów z bogatych rodzin, ale oni niewiele dzisiaj działają - zawsze mieli wybór, alternatywę... Większość ludzi sceny którzy coś osiągnęl ma w jakiś sposób złamane życie - z czymś się borykają, z czymś wciąż walczą.
A już najgorszy scenariusz to spróbować, a jak po roku niewiele z tego wyjdzie to ogłaszać wszędzie, że ci, którym wyszło to spisek żydokomuny i cyklistów. Przygotujcie się na co najmniej dwa lata stania w poczekalni...

Najbardziej jaskrawym przykładem żelaznej woli, uporu i konsekwencji jest Grzesiek Grzyb - pochodząc bodaj gdzieś z wybrzeża przyjeżdżał regularnie na jamy do Akwarium (nie wiedząc nawet, czy na nich zagra) po czym nocował na dworcu czekając na pierwszy pociąg do domu. Kiedy sprowadził się w końcu do Warszawy do długo jeszcze nie dojadał i mieszkał w jakimś malutkim pokoiku. Dziś jest jednym z najlepszych perkusistów jazzowych w tym kraju. Jako ciekawostka - na perkusji nauczył się grać w wojsku. Tak jak Marek Raduli na gitarze...

Inaczej - nie znam NIKOGO, kto osiągnąłby jakikolwiek sukces mając wybór - dobrze płatną pracę godzoną w wolnych chwilach z muzyką.

.