.



 

 Dyskografia Wojtka Pilichowskiego Czytelnia Sprzęt Wojtka Pilichowskiego BDPavatar

Czym jest obciach?

Chluba i hańba grania

Mogliście mnie jakiś czas temu zobaczyć w programie Bar. Wzbudziło to masę komentarzy i dyskusji, również na forum. A cóż takiego się stało? Zagrałem w barze, który wygląda jak tysiące innych barów na świecie. Uczyłem ludzi, którzy tak jak tysiące innych ludzi nigdy nie trzymało basówki w ręku. Jedyna różnica - tu były kamery. Czy gdyby ich nie było, to byłby to obciach? Bo jeśli tak, to obciachem jest granie w restauracjach, barach, pubach. Jazz-clubach też, nawet, jeśli podają tam zapiekanki choćby. Albo słone paluszki...

To jest tak - na początku człowiek ćwiczy - cieszy go to, że może się pokazać kolegom z zespołu, albo po fachu. Później zaczyna być ważne, dla kogo się gra. Bo oczywiście gra się przede wszystkim dla siebie, ale też dla innych. Sam siebie się pytam od wielu lat: czy chcesz grać dla branży? Odpowiedź jest ciągle ta sama: Nie, ku**a! Nie chcę grać dla branży. Dlaczego? Bo branża przyjdzie na mój koncert tylko wtedy, jak ma znajomości w klubie i będzie mogła wejść za darmo. Nie kupi mojej płyty - z zasady. Chcąc zaistnieć w branży zaczynasz kombinować, przestajesz być prawdziwy. To jest kłamstwo. To właśnie jest obciach.

Nie można komponować czy grać na zasadzie: zagram tak, żeby Ździśkowi z klatki obok co też gra, kopara opadła. Ale jeśli chłopak w pubie powie ze scenki: A teraz zagramy Sweet Home Alabama, bo widzę, że was to bierze! - to to obciachem wcale być nie musi. Jeśli jemu się to podoba, publice się podoba, jest dobrze wykonane - to ekstra!

Ja też gram dla ludzi - jak większość muzyków.

Nie jest obciachem próbować - trzeba pokazywać ludziom, czego się nauczyłeś pilnując jednocześnie, aby to audytorium nie było zbyt wielkie w porównaniu z twoimi umiejętnościami. Na początku jest to kilku kolegów na próbie, potem jakaś mała imprezka w gronie przyjaciół, lokalny dom kultury. To odwaga grać dla 30 osób, z których połowa jest przypadkiem na koncercie.

Posłuchajcie uważnie "gastronomicznych" muzyków - wielu z nich to naprawdę zdolni, wykształceni i obyci muzycy. Ale to nie wszystko - na wielkiej scenie trzeba jeszcze wyglądać, trzeba umieć się znaleźć, trzeba wreszcie chcieć na niej być. Wierzcie mi - nie wszyscy chcą. Czasem zdarza się, że ktoś się znajdzie wbrew swojej woli - i to słychać. Zaczyna grać z trudem, mozolnie, z wysiłkiem... Prawda jest taka, że wielu muzyków grających z gwiazdami nie reprezentuje jakiegoś szczególnego poziomu. Są wystarczająco dobrzy, żeby grać, mają wygląd, nie są konfliktowi, mają czas i ochotę tułać się po scenach całego kraju, dobrze znoszą życie w trasie - dlatego tam grają.

Wyobraźcie sobie, że jesteście autorami przeboju - takiego fest, naprawdę szlagieru. Fajnie, co? To teraz wyobraźcie sobie, że gracie go przez 20... niech będzie - przez 10 lat, na każdym koncercie. Za każdym razem tak samo... Zaręczam - to gorsze od grania coverów! A spróbujcie zmienić aranż - publika was zje!

Obciachem jest mieć rodzinę i nie potrafić jej utrzymać. Obciachem jest mieć talent, i go nie wykorzystywać.

Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że nie wolno krytykować muzyki. Wiem - czasem ciężko... Bo nie ma złej muzyki. Ani słabej. Może mi się nie podobać - ale to nie znaczy, że jest zła! A zespół, który wydaje kolejną płytę, gra koncerty i utrzymuje się z grania nie może być złym zespołem!

Choć czasem trafia się zły zespół - można takie nawet zobaczyć w telewizji czy na wielkich scenach. Ale ich czas jest policzony, zaraz wszyscy o nich zapomną. Dlaczego? Bo to muzycy bez poczucia obciachu. Dali się wkręcić, nadąć przez rynek, przeliczyli się. Powinni zatrzymać swoją karierę szczebel, może dwa szczeble niżej. Bo trzeba też wiedzieć, że nawet jeśli ma się talent, to niekoniecznie jest to talent wybitny.

Chcecie przykład obciachu? Wielki boom na disco-polo wprawdzie już minął, ale swego czasu wielu wykształconych muzyków, gdy głód przycisnął stwierdziło: nagram płytkę disco-polo - to prościzna, dam radę, zaraz 2.000.000 sztuk się sprzeda. To się nikomu nie udało! Publiki nie oszukasz, to nie było prawdziwe granie. Wiem, bo sam popełniłem taką płytę, w 1992 roku. Porażka, wcale się nie sprzedała.

Uczestniczę co jakiś czas w obciachowej imprezie... Mianowicie jestem w jury na festiwalu w Węgorzewie. Nie zrozumcie mnie źle - to świetna impreza. Po prostu samo jury to lekki obciach... Przecież wiecie, że według mnie nie ma najlepszych zespołów i najlepszych muzyków. Natomiast wydaje mi się, że mam jakieś rozeznanie w rynku muzycznym i jestem w stanie wybrać zespół, któremu zwycięstwo w takim festiwalu pomoże w dalszej karierze.

 

.