Czy pożyczać graty?
To bardzo ważne i trudne pytanie... Wyobraźmy sobie, że mamy bardzo dobrego, bliskiego przyjaciela, któremu ewidentnie się nie wiedzie - po prostu nie ma tyle kasy co my. Czy - tak jak ja - mam uczniów, którym pomagam jak mogę. Nie ma sprawy!
Ale dzwoni do nas koleżka - taki znajomy średniego szczebla - i mówi: ty, mam joba do zagrania... pożycz wzmacniacz! Ale my wiemy, że ostatnio kupił sobie nowe dżiny i trzewiki! Jeździ fajną furą, towary ciąga do drogich knajp. I tu uwaga:
Muzykiem jest się dlatego, że jest się zdolnym, że się ćwiczy i że ma się na czym grać!
Cóż bowiem wart jest taksówkarz bez taksówki? Ostatnio wsiadłem do taksówki na postoju, bo padła mi bateria w komórce i nie mogłem zamówić jakiejś przyzwoitej. Samochodem okazał się stary Opel Ascona. Kierowca był wydziargany bardziej niż ja i Jarek Wielgosik razem wzięci. Kiedy go poprosiłem, żeby przymknął okno, to po wiedział że nie może, bo mu szyba paruje! Wszystko się trzęsło, jechał 50 km/h i na dodatek słuchał italo-disco z kasety, która miała nierówne obroty. Szkoda, że nie wziąłem od niego żadnych namiarów - zbiłby fotrunę jako atrakcja turystyczna. Taki folklor dla Japończyków... Ja, jeśli szukam takich atrakcji, to wsiadam do dorożki!
Tak samo jest z muzykami - to jest nasza wartość! Inwestujemy w siebie nie tylko czas, który spędzamy ćwicząc, ale również pieniądze - w naukę, w studio, w sprzęt. Stąd pytanie - czy ten, kto chce od nas pożyczyć, to muzyk? Oczywiście pomijam przypadki losowe - spaliło się, ukradli albo... pożyczył komuś i ten popsuł! Pierwszy się zapytam, czy nie pomóc.
Zasada oczywiście działa w obie strony: my też raczej od nikogo nie pożyczajmy. Będziemy lepiej postrzegani przez muzyczny światek - nikt przecież nie zaproponuje współpracy muzykowi, o którym wie, że nie ma swojego instrumentu.

A jednak na pożyczonych gratach...











