.



 

 Dyskografia Wojtka Pilichowskiego Czytelnia Sprzęt Wojtka Pilichowskiego BDPavatar

Pojawili się punkt 22:00 z 'obstawą' w postaci Mirka Stępińskiego i po krótkim przywitaniu usiedliśmy w salce na dole.. Wojtek nie miał już żółtych włosów, nie spóźnił się wbrew temu, co wyczytałam w jednym z wywiadów, cała nasz trójka przy kawie i papierosach zaczęła rozmawiać....

To dziwne, ale ten człowiek ma taki sposób bycia, że od początku spotkania niweluje dystans między osobami, które przecież poznały się minutę temu Starałam się poprowadzić ten wywiad raczej jako rozmowę. Aby czytelnicy mogli poznać Wojtka przede wszystkim jako człowieka, a dopiero później jako muzyka...

Dlatego tez wywiad jest wiernym zapisem właśnie rozmowy... Rozmowy z fantastycznym człowiekiem z ogromnym poczuciem humoru, co powodowało, że bardzo często wszyscy wybuchaliśmy śmiechem.

Iwona Kucharewicz: Może zacznijmy jakoś rozluźniająco... Jak wyglądał Twój dzisiejszy dzień ?

Wojtek Pilichowski: Mój dzisiejszy dzień... Wstałem o 8:00 rano, co jest wczesną porą jak dla mnie... Wrzuciłem na patelnię takie hamburgery sojowe i je zjadłem... Nawet wiem jaka firma robiła te hamburgery, ponieważ moja mama w niej pracuje..., ale nie powiem tego.

Iwona Kucharewicz: ... bo to by była krypto reklama.

Wojtek Pilichowski:  Nie. (uśmiech) Bo uważam, że moja mama za mało zarabia. (śmiech ogólny)

To po pierwsze, tak... Kolejna rzecz, którą zrobiłem, to wsiadłem do samochodu, pojechałem na ulicę Śnieżną, gdzie mieści się firma Bogdan Studio, która będzie wydawała taką płytę młodych basistów, na pomysł której wpadłem w zeszłym roku. Piętnastu tych, których udało mi się znaleźć w Polsce - młodych, zdolnych, obiecujących basistów nagrało płytę; każdy z nich po jednym kawałku. W tej chwili jest już widoczny szczęśliwy koniec, firma Bogdan Studio wyda tą płytę, premiera najdalej za dwa miesiące. O tyle jest to dla mnie pocieszające, że ja sam swoją pierwszą solową płytę nagrałem właśnie w tej niezależnej wytwórni, a teraz basiści gromadnie wydadzą tam swoją płytę. Żaden z nich nie zaistniał jeszcze profesjonalnie, także to jest ich pierwszy kontakt z fonografią.... Będzie tam wszystko o gitarze basowej: od punk rocka po jazz.

Potem... potem... co ja zrobiłem potem....? Potem pojechałem znowu do domu, przebrałem się w bluzę... i w spodnie ogrodniczki i pojechałem do sali prób, w której właśnie z Piotrkiem Remiszewskim; perkusistą mojego zespołu; i z jego kolegą kończyliśmy adaptację tej sali: zawieszaliśmy takie specjalne kotary.... a ponieważ chłopaki byli strasznie skacowani, to praca szła opornie... Nie, przepraszam, stop! Zanim pojechałem na tą salę prób, to pojechałem do sklepu muzycznego Hołdysa i pożyczyłem do sprawdzenia PA system taki lampowy. No i potem właśnie pojechałem na tą salę prób, tam robiliśmy adaptację... w międzyczasie nożem przekroiłem sobie palec wskazujący lewej ręki... później wpadł Mirek, wypiliśmy kawę... , później od sąsiada pożyczyłem plaster i opatrzyłem sobie palec... Potem pojechałem na chwilę do dziadków żeby odebrać pocztę i okazało się, że za wypadek, który miałem w maju ubiegłego roku podczas trasy organizowanej przez Scenę FM, za ten wypadek, kiedy to drabina spadła mi na głowę, zalałem się krwią.... i w szpital w Białymstoku sanitariusz założył mi sześć szwów... w taki sposób, że mało mi skóra nie opadła z głowy i że to cud, że nie mam przedziałka wyżej - właśnie okazało się, że nie dostanę za ten wypadek odszkodowania, pomimo wcześniejszych zapewnień producenta trasy; pana Leszka. A teraz przyjechałem do Cafe Foksal, gdzie właśnie rozmawiamy...

Iwona Kucharewicz: (ocierająca jeszcze łzy ze śmiechu) Dziękuję za szczegółowe relacje..... To teraz może trudniejsze....

Wojtek Pilichowski:  Co robiłem tydzień temu.... ? (śmiech ogólny)

Iwona Kucharewicz: Nie.... naprawdę trudniejsze.... Jakie są dwie najważniejsze osoby w Twoim życiu. Prywatnym na początek....

Wojtek Pilichowski:  Dwie...? Są trzy: moja mama, babcia i dziadek...

Iwona Kucharewicz: A w zawodowym ?

Wojtek Pilichowski:  W zawodowym...? Nie ma mniej ważnych, wszyscy są ważni, wszyscy z którymi pracuję są ważni. Było łatwe. (uśmiech)

Iwona Kucharewicz: Przesadziłam.. Może powiedz jak wpadłeś na pomysł płyty związanej z tymi młodymi basistami...
Wojtek Pilichowski:  Hmmm... Po prostu wiem jak ciężko się zaczyna młodym ludziom, tym bardziej w dzisiejszych czasach... i jak mało się myśli o tym, że .... To jest tak, że są tacy ludzie w branży, którzy uważają, że rozwój i to, że pojawia się coraz więcej ludzi, będzie powodowało zawężanie się rynku pracy. Tak naprawdę jest to bardzo krótkowzroczne i moim zdaniem im więcej zdolnych młodych ludzi będzie się na ryku pojawiało, tym będzie to z korzyścią dla wszystkich: oczywiście dla tych młodych, którzy będą mieli furtkę, żeby w nią wejść, jak i dla tych starszych, ponieważ rynek będzie bogatszy, będzie szukał po prostu nowych miejsc, będzie sam sobie torował drogę w trudnym terenie... Ale zawinąłem tą odpowiedź. Chodzi o to, że ja po prostu uważam za swoją powinność pomaganie małolatom i tle. Jest tam kilku moich uczniów, kilku ludzi, których poznałem przy okazji pracy nad tą płytą, pary ludzi, którzy zostali mi poleceni przez kogoś, a później przyjechali i pokazali jakie mają swoje kawałki... Po prostu uważam, że jeżeli mam taką możliwość, a miałem taką możliwość... to po prostu usiedliśmy we czwórkę i stwierdziliśmy, że to się tym ludziom należy. Ja wpadłem na ten pomysł i namówiłem jeszcze innych: Krzysiek Maszota, Bogdan Żydok, Jurek Szczerbakow i Łukasz Rygało.
Iwona Kucharewicz: Ale chyba nie ma jeszcze takiej płyty. To znaczy ja mogę tego nie wiedzieć, ale...

Wojtek Pilichowski:  Tak, tego typu płyta, jest to pierwsza taka płyta na świecie. To mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością. Składanki basistów się oczywiście pojawiały, pojawiają i pojawiać będą. Natomiast przeważnie są to płyty muzyków już uznanych, muzyków, którzy gdzieś tam na jakimś polu się zasłużyli. To jest pierwsza płyta składankowa różnych basistów, z których żaden nie zaistniał jeszcze na rynku zawodowym. I to jest ich pierwszy krok w branżę, w związku z tym jest to zdecydowanie pierwsza tego typu płyta na świecie. Duże ryzyko wszystkich, którzy nad tym pracują oczywiście, ale myślę, że kupa satysfakcji i mam nadzieję, że to będzie powodem, dla którego ci młodzi ludzie, którzy się znajdą na tej płycie, będą jeszcze bardziej ćwiczyć i jeszcze bardziej będą się starać.

Iwona Kucharewicz: A powiedz mi jak przebiegają warsztaty, które prowadzisz. Na czym to polega, skąd biorą się ci ludzie..

Wojtek Pilichowski:  Zewsząd. Ludzie przyjeżdżają z różnych miejsc Polski, są to ludzie bardzo różni: w różnym wieku, na różnym poziomie muzycznym... I tak naprawdę chodzi o to, że na takich warsztatach nawet jeśli one trwałyby miesiąc, to ci ludzie nie nauczą się wszystkiego. Te warsztaty trwają przeważnie około dziesięciu dni. I tak naprawdę to, po co ja tam jadę, to jest zadanie bardzo specjalne: po prostu naładować ich taką energią do pracy i tak umotywować do grania na instrumencie, żeby mieli co robić na instrumencie i nad czym myśleć w muzyce przez cały rok.

Iwona Kucharewicz: A później muszą ćwiczyć przez dziesięć godzin dziennie ..

Wojtek Pilichowski:  ...przez dziesięć lat. Potem już spoko. (uśmiech)

Iwona Kucharewicz: Chciałam wiedzieć czy bardzo męczy Cię takie życie, jakie prowadzisz... , że to jest jakby... ciągła intensywna praca - już nie chodzi mi nawet o ćwiczenia, ale o różne projekty muzyczne.

Wojtek Pilichowski:  Na pewno jest to męczące... Ale z drugiej strony ja bardzo lubię taką pracę. I chociaż często taka praca wiąże się z tym, że .... jakby wyjazd na trasę, to tak naprawdę dużą część dnia spędza się w autokarze, czy w jakimś innym pojeździe... ale tak czy inaczej jest to wszystko warte tego. Bycie muzykiem to nie tylko granie, to jest także jakby zupełnie inny status, na którym się z ludźmi pracuje. To nie jest taka praca, do której się przychodzi, podbija kartę zegarową, siedzi się od gwizdka do gwizdka i idzie to domu. W tym zawodzie zawiązują się przyjaźnie...., oczywiście tak jak wszędzie czasami może być to złudne, ale mi akurat zdarza się trafiać na naprawdę kapitalnych ludzi... i to jest fajne. Wszyscy myślą, że muzycy to narkotyzujący się i alkoholizujący... leniuchy. Podczas gdy my jesteśmy po prostu leniuchami (uśmiech prowokacyjny nr 2)

Iwona Kucharewicz: ...to może teraz o Twojej płycie ostatniej...

Wojtek Pilichowski:  Płyta ostatnia, ta która się ukazała we wrześniu, czyli płyta 'Pi' - to jest album, nad którym bardzo długo pracowałem, bo w zasadzie album wyszedł we wrześniu 2001 a zacząłem nad nim pracę w listopadzie 1999, także naprawdę prawie dwa lata trwało to wszystko. Od momentu kiedy Michał Dąbrówka i Tomek Łosowski pojawili się w studio, żeby nagrać perkusję, do momentu masteringu upłynęło półtora roku, tyle to trwało. Naprawdę jest to bardzo długo w porównaniu z okresem, który poświęciłem na nagrywanie pierwszej płyty solowej, gdzie praca od momentu pomysłu na płytę po zamknięcie zgrań w studio trwała dwa tygodnie. Ale już w tej chwili właśnie przygotowuję się do nagrania nowej płyty. Nie wiem kiedy się ukaże ten wywiad, ale na pewno jeszcze przed ukazaniem się tej płyty. W każdym razie lada dzień będę grał koncert, który będzie rejestrowany i ukaże się z tego płyta live.

Iwona Kucharewicz: Kiedy będzie ten koncert?

Wojtek Pilichowski: Ten koncert będzie 28 kwietnia.

Iwona Kucharewicz: To teraz może tak trochę śmiesznie... Jak wpadłeś na pomysł... ochraniania swojego palca?

Wojtek Pilichowski:  Bo to jest tak: chodzi o to, że ja od dzieciństwa mam dość nietypową technikę grania na gitarze basowej, to jest bardzo mocna technika... I w sumie nietypowość swojego grania, i to wcale nie jest żart, zawdzięczam Centrali Handlu Przemysłu Muzycznego :) Ponieważ wiele, wiele lat temu wszedłem do sklepu Centrali Handlu Przemysłu Muzycznego..., wszedłem tam razem z mamą.. i zapytałem pani, która sprzedawała... Powiedziałem najpierw elegancko dzień dobry i tak dalej, pani odpowiedziała dzień dobry. Zapytałem czy są gitary basowe i odpowiedziała, że tak. To poproszę jedną. Sprawdziłem czy fajny jest lakier, fajny był; taki z brokatem; i kupiłem. To była gitara marki Luna. Dzięki tej gitarze i następnym instrumentom udało mi się nabrać dość nietypowej techniki, ponieważ były to instrumenty, które wymagały naprawdę mocnego ciosu, by odezwały się. Były to bardzo wymagające instrumenty, może tak to ujmę. I po prostu ... jak to się mówi, czym skorupka za młodu nasiąknie... czy skórka...? (ogólny wybuch śmiechu)

M: Skorupka!
Iwona Kucharewicz: Skorupka!

Wojtek Pilichowski:  Ale to złe skojarzenia są...... niech będzie, że skorupka, dobra..? :) ..... właśnie i tak to się stało. Ale kiedy zacząłem ćwiczyć technikę slap; czyli to uderzanie i szarpanie... to bardzo szybko się zorientowałem, że cos dziwnego dzieje się z moim kciukiem... Po prostu... byt ciągle uszkodzony, to bolało. W związku z czym podpatrzyłem u basisty z zagranicy, który nazywa się Mark King, że on ma jakąś taką dziwną nakładkę na placu i postanowiłem to sprawdzić. Pierwszą taką nakładką, dość niefartownie, był przełącznik świateł długich i krótkich z samochodu Syrena. Kiedyś te samochody miały te przełączniki w podłodze i on był zabudowany taką gumową nakładką. Trzeba było odciąć po prostu wierzch tego i założyć sobie to na kciuk. Niestety było to prawie średnicy mojego nadgarstka, w związku z czym szybko z tego zrezygnowałem i potem przerzuciłem się już na innego rodzaju nakładki. Ale tak czy inaczej chodzi o to, że jest to po prostu cienka gumowa obrączka na palec. Kiedyś pomyślałem sobie nawet, że dzięki temu, że mam gumę na kciuku... po prostu... w zasadzie... gram bezpieczną muzykę (ogólny wybuch śmiechu)... uprawiam bezpieczną muzykę, może tak... :)

Ale to naprawdę... ja to mówię naprawdę w kategorii pozytywu, bo w sumie gdyby na przykład stać mnie było na to, żeby od razu kupić sobie dobry instrument, to być może zupełnie inaczej potoczyłyby się moje losy. A dzięki gitarze Luna po prostu gram tak specyficznie jak gram.

Iwona Kucharewicz: Czy na takiej samej zasadzie wybrałeś teraz Aschdowna ?

(Śmiech)

M: (specjalnie obrażona mina)

Wojtek Pilichowski: Nie, nie, nie. Wybór gitary był zupełnie nieświadomy, w tamtych czasach wyboru nie było. Tak czy inaczej ja przeszedłem w swoim życiu wiele etapów jeżeli chodzi o wzmacniacze, bardzo różnych i mogę powiedzieć, że sprawdziłem 100% wzmacniaczy liczących się firm na rynku... Szczerze mówiąc o Aschdownie się dowiedziałem pierwszy raz w zeszłym roku chyba. Chyba tak, zresztą wtedy pierwszy raz spotkaliśmy się z Mirkiem i jeszcze wtedy nie myśleliśmy o współpracy. Ja już o tym kiedyś wspominałem; ja się po prostu na tym nie znam i choć zabrzmi to jak cukier w stronę dystrybutora czy producenta; to wcale nie jest to cukier, po prostu mam takie zdanie na ten temat i kropka: że na sprzęcie się nie znam, on albo gra, albo nie gra. Jeżeli gra, to zdecydowanie ja chcę na nim grać. A jeżeli do tego dochodzi dobra wola i kompetencja tych, którzy zajmują się produkcją i tych, którzy zajmują się tym tematem w Polsce, to w tym momencie jest to komplet, który do poważnego grania na instrumencie jest po prostu niezbędny. To wszystko.

M: Ja się zarumieniłem :) To może przerywnik tytoniowy.

Przerywnik tytoniowy :)

Ja cały czas po prostu czekam na basówkę Dephil, nową serię basówki Dephil Luna.

Iwona Kucharewicz: Ale masz jeszcze tę gitarę?

Wojtek Pilichowski:  Nie, nie... Ale mam apel do społeczeństwa: jeżeli ktoś by miał gitarę Luna na zbyciu to ja bardzo chętnie kupię. Mam 12 basówek, ale po prostu... Lunę kupuję natychmiast.

Iwona Kucharewicz: Ale co się stało? Słyszałam, że gitarzyści są przeważnie przywiązani do gitar.

Wojtek Pilichowski:  Żeby kupić sobie następną musiałem ją sprzedać. Lunę.... Tak, kiedy kupowałem drugą gitarę basową to była Musima. Zresztą też w Centrali Handlu Przemysłu Muzycznego.

Iwona Kucharewicz: Musimy dać Ci kartę stałego klienta :)

Wojtek Pilichowski:  Ale to było tak: gitara Musima była produkcji NRD... Zresztą Wanda, która nie chciała Niemca, to go nie chciała, bo on był z NRD. I to było tak, że moja mama miała znajomą w pracy, która przyjaźniła się z ciotecznym bratem faceta, który był szwagrem gościa, który bardzo dobrze znał męża koleżanki jego żony z pracy, którego brat cioteczny pracował w Centrali Handlu Przemysłu Muzycznego :) i mógł załatwić Musimę... I załatwił... Nawet chyba prawie po cenie... Bo to bliski znajomy był... :) Tak, i to była moja druga gitara. Potem moje drogi z Centralą się rozeszły... Ale... co się nagle okazuje... że po tylu latach znowu trafiamy na siebie. :)

Ale jeżeli na przykład Dephil zwolnił już stolarzy i zatrudniłby jakichś lutników to ja naprawdę chętnie w porozumieniu z tymi lutnikami mogę sygnować jakąś basówkę pod warunkiem, że będzie się nazywała Luna :)

Iwona Kucharewicz: Powiedz mi teraz taką rzecz: czy kiedy ktoś się zajmuje muzyką tak intensywnie... Nie tylko jeśli chodzi o czas, ale w jakiś sposób o poświęcenie swojej osoby... to czy uważasz, że może to iść w parze z życiem osobistym w tradycyjnym znaczeniu; rodzina, dzieci i tak dalej. Czy to się zupełnie wyklucza, czy nie..?

Wojtek Pilichowski:  Nie, na pewno nie, na pewno się zupełnie nie wyklucza.... Ale... jest ciężko :) Jest ciężko... Ale pracuję nad tym .. :)

Wojtek schował płytkę do plecaka i pokazał nam hamburgery sojowe.

Iwona Kucharewicz: Nie jesz mięsa?

Wojtek Pilichowski: Nie, nie... Po prostu nie jem mięsa zwierząt.. :)

Iwona Kucharewicz: (Na szczęście nie zdążyłam zapytać co z mięsem ludzi ;)

Wojtek Pilichowski: Nie jestem fanatykiem, to zupełnie nie o to chodzi. Po prostu kiedyś postanowiłem nie jeść ssaków. Szamię spokojnie drób, ryby, bo to głupia zwierzyna jest :) taka kura na przykład, żadnego porozumienia z nią nie mam :) więc ją zjadam... Ryba na przykład to samo..:)

Iwona Kucharewicz: Ale nie masz żadnego zwierzątka chyba... przy takim trybie życia...

Wojtek Pilichowski: Nie, nie mam, aczkolwiek bardzo bym chciał mieć psa, w ogóle uwielbiam psy, naprawdę to bardzo fajna zwierzyna jest, ale prawdopodobnie gdybym miał psa, to byłoby słabo. Bo psy mają tą wadę, że nie robią sobie same żarcia i same za sobą nie zamykają mieszkania na klucz, kiedy wychodzą na spacer. A jak jestem na trasie to tak by to wyglądało.

Iwona Kucharewicz: Mam jeszcze jedno pytanie, ale obawiam się, że jak je zadam, to dostanę po głowie i skończy się wywiad...

Wojtek Pilichowski: .....

Iwona Kucharewicz:  .......

Wojtek Pilichowski: Śmiało :)

Iwona Kucharewicz: Chciałam zapytać kto to jest Gosia... (O Gosi czytałam na stronach internetowych; Wojtek dedykował jej swoje utwory)

Wojtek Pilichowski: To jest imię żeńskie :)

Iwona Kucharewicz: (zgrywam twardziela i czekam na ciąg dalszy)

Wojtek Pilichowski: Moja pierwsza żona ma tak na imię. Moja była żona. To znaczy nie miałem następnej żony jak do tej pory, ale tak czy inaczej to była pierwsza żona.

Iwona Kucharewicz: Uff.. przeżyłam...

- A co tam u tej słodkiej Luci...? - A... teraz jest Małgosia... - Hm... - A co u babci..? A... babcia mieszka teraz u tego Edka od brydża. :)

Wojtek Pilichowski: Ja to widziałem kilka razy w kinie... :) Ale z moją byłą żoną co jakiś czas jakiś tam kontakt jest, lubimy się :); nie strzelamy do siebie, wszystko jest ok.

Iwona Kucharewicz: (maksymalna zmiana tematu) A byłeś już na Władcy Pierścieni?

Wojtek Pilichowski: Dwa razy. Ale szczerze mówiąc wolę zdecydowanie Sapkowskiego niż Tolkiena. Jednak dla mnie Tolkien to jest sposób traktowania mitologii w sposób niepolski. Natomiast Sapkowski to Polak, który pisze o rzeczach fantastycznych w taki sposób, że jakby o wiele bardziej to do mnie trafia.

M: Czy ja mogę zadać pytanie? Czy mowa tu o opisach pewnych sytuacji, jak na przykład, cytuję: Diabeł ganiał po wsi za dziewkami i straszył, że dupczył będzie ? :)

Wojtek Pilichowski: Tak... :) Albo jak krasnolud powiedział A żeś ty w rzyć chędożony! :)

Iwona Kucharewicz: To u Tolkiena nie ma tego?

Wojtek Pilichowski: Nie, u Tolkiena to jest wszystko z taką jednak angielską flegmą, wiesz?... A ja sobie nie bardzo jakoś wyobrażam krasnoluda, który nie kląłby po polsku. :) Ja myślę, że krasnoludy to przodkowie Słowian.

Iwona Kucharewicz:  Próbowałam kupić Twoją płytę, ale w Empiku nie mogłam znaleźć.

Wojtek Pilichowski: Ja też nie. :)

To jest taka dziwna rzecz, że kiedy podpisuje się kontrakt z dużą wytwórnią, to jest się zdanym na ich procedurę promocyjno-handlową. Na przykład jest coś takiego, że płyty instrumentalistów nie sprzedają się w taki sposób jak płyty wykonawców popowych, że jest hit sezonu, ta płyta znakomicie się sprzedaje przez trzy miesiące i wiadomo, że poziom sprzedaży zamyka się po pół roku. Wiadomo, że już wiele tej płyty się nie sprzeda po tym okresie. Natomiast z taką muzyką jest zupełnie inaczej, tyle że duże wytwórnie nie zawracają sobie tym głowy, ponieważ tak czy inaczej jest to muzyka... produkcja tak zwana niszowa, w związku z czym oni nie robią sobie z tego jakiegoś wielkiego kłopotu :) i po prostu przestają tym handlować po jakimś czasie, chociaż wiadomo, że ta płyta nadal by się sprzedawała. Ja na przykład na mojej stronie mam różne pytania.... W zasadzie nie ma takiego tygodnia, żeby nie dostał kilku lub kilkunastu maili z zapytaniem, gdzie można kupić płytę Granat, którą nagrałem w 96 roku.

Iwona Kucharewicz:  Czyli w takim przypadku należy się zwrócić do wydawcy...?

Wojtek Pilichowski: Do wydawcy, do firmy fonograficznej ... Tylko teoretycznie, dlatego że ostatnio na przykład sama firma potrzebowała jednej z moich płyt, którą nagrali kilka lat temu i okazało się, że nie ma w firmie ani jednego egzemplarza i po prostu przyniósł ją z domu jakiś pracownik, który miał tę płytę. Jest to paranoja, ale po prostu... muzyka oprócz tego, że jest to zjawisko fajne, jest to zawód, w który wchodzą ludzie, których charakteryzuje jakaś specyficzna wrażliwość. Natomiast jeśli chodzi o sprzedawanie tego, to kieruje się to normalnymi zasadami handlu i nie ma przebacz: czy jest to płyta Michaela Jacksona, czy worek ziemniaków zasady handlowe obowiązują dokładnie te same. Teoretycznie, bo oczywiście wiele zależy od ludzi, którzy się tym zajmują: można spowodować taką opcję, że handlujemy metrem ziemniaków a można też jednak zrobić tak, że artyści czują się dobrze. Bo mimo tego żeby muzyk nie wiem jak był chamski i wulgarny w swoim zachowaniu scenicznym, to tak czy inaczej jest to koleś, który w o wiele bardziej wrażliwy sposób postrzega wszystkie problemy, które postrzegają inni.

Iwona Kucharewicz:  Powiedz od kiedy istnieje Twoja strona internetowa.

Wojtek Pilichowski: Od pięciu miesięcy. Jej wygląd i atrakcyjność zawdzięczam człowiekowi, który się nazywa Łukasz Rygało. On jest tak zwanym zgredem tej strony. Ja mam pomysły na tematykę, natomiast on to ubiera w grafikę, on się zajmuje aktualizacją, to on się męczy nad wpisywaniem tych wszystkich rzeczy, skanowaniem zdjęć i tak dalej i tak dalej...

Iwona Kucharewicz: Właśnie mi się przypomniały zdjęcia z Cyklopem. Powiedz mi czy dużo jest takich ludzi z Twojego dzieciństwa, czy lat szczeniackich, z którymi utrzymujesz jakiś kontakt teraz.

Wojtek Pilichowski: Z Cyklopem nie wiemy dokładnie kiedy się poznaliśmy. :) Nie pamiętamy czasów, kiedy nasze mamy nas woziły w wózkach, nie jesteśmy w stanie podać konkretnej daty który to był spacer. :) Ale mamy wspólne zdjęcia... Na stronie www jest moje zdjęcie i Cyklopa, kiedy mamy po 10 lat i stoimy przed salą gimnastyczną w strojach Indian. Mam też zdjęcie z Cyklopem z przedszkola na przykład; ja jestem Zorro, a on jest kowbojem. I to jest jedna taka postać w moim życiu, z którą się przyjaźnię - bo myślę, że mogę tu użyć tego słowa - już od tylu lat, a co najśmieszniejsze jakiś czas temu wpadłem na pewien pomysł... Bardzo lubię muzykę hip-hopową, zwłaszcza wtedy kiedy wchodzi ona w jakieś zażyłości z muzyką jazzową. I stwierdziłem, że fajnie by było mieć na płycie jakiegoś rapera, ale takiego gangsta-rapera... i pomyślałem, że jeśli ktoś ma mówić o brudach tego świata to niekoniecznie musi być to nastolatek z Ursynowa, tylko człowiek, który jest nieco starszy, trochę więcej przeżył.... i Cyklop w utworze Protokol opowiada o swoim życiu. Wszystko w tym tekście jest prawdą. I tym bardziej jest to zabawne, że mówi to taki prawdziwy hip-hopowiec jakim on jest, czyli 140-kilogramowy facet i rymuje na podkładzie samplowanym z utworu Johna Scofielda, gitarzysty jazzowego, właśnie z utworu Protocol.

Ale Cyklop jest takim absolutnym wyjątkiem. To jest przyjaźń, która trwa już 100 lat.

Iwona Kucharewicz: Czy jest jakaś rzecz, której żałujesz, którą teraz zrobiłbyś inaczej, coś takiego..

Wojtek Pilichowski: Jest wiele rzeczy, których żałuję i przeważnie są to rzeczy, w których.... w jakiś sposób skrzywdziłem drugiego człowieka. Są to historie, od których ciężko jest uciec... Czasami robi się to nawet świadomie, nie zdając sobie sprawę z konsekwencji. Tak czy inaczej... na tym ja buduję swój rozwój jako człowieka, że staram się wyeliminować tego typu zachowania. Jestem tylko człowiekiem, więc popełniam błędy, ale... to jest najważniejsze... (po chwili)... Tu Radio Maryja, słuchamy... :)

Iwona Kucharewicz: To może w stronę bardziej optymistyczną. Niedługo masz urodziny. Czego byś sam sobie życzył na urodziny?

Wojtek Pilichowski: A ty skąd to wiesz?

Iwona Kucharewicz: Ja już wszystko wiem, mówiłam, że przeglądałam całe strony.. :)

Wojtek Pilichowski: Czego bym sobie życzył...? Życzyłbym sobie szczęścia, zdrowia, spełnienia wszystkich marzeń, powodzenia w życiu prywatnym jak i w pracy zawodowej :) (ogólny wybuch śmiechu)

M: Całkowicie niesztampowo.

Wojtek Pilichowski: I jeszcze pół litra.. :) Nie.... nie piję.

M: My z Wojtkiem nie wypiliśmy razem ani kropli alkoholu w naszej krótkiej historii.
Iwona Kucharewicz:  Może dlatego, że jest krótka? :)

Wojtek Pilichowski: Nie, nie... :) Ostatnio dostałem sms-a... Można by było go zacytować, chociaż nie wiem, czy Centrala Handlu Przemysłu Muzycznego nie będzie drukowała jakichś obelżywych wyrazów, chociaż dla mnie jest on powszechne znany i używany... :) Dostałem sms-a od mojego kolegi basisty bardzo znanego polskiego zespołu, który w nazwie ma jeden z ważniejszych elementów sceny, który brzmiał tak: Czy w czasach moralnego pluralizmu, gdy młodzież morduje nauczycieli, a dzieci zażywają narkotyki, czy ciężkim grzechem jest dymanie kozy?

Iwona Kucharewicz: :) I co mu odpowiedziałeś?

Wojtek Pilichowski: :) Nie, nic. Popłakałem się ze śmiechu..., ale nie, to tak na marginesie... Bo pomyślałem sobie, że jest tak wiele szkół w Polsce, w których nauczyciele znają dilerów i boją się cokolwiek na ten temat powiedzieć i jest tak wielu dilerów, których zna policja.., że to prostu łeb boli..., i się zastanawiam jakie są szanse na to, że... kiedykolwiek może się stać lepiej...? Nie, nie, nie mówmy o tym, kurwa, bo w jakąś martyrologię uderzam teraz.... Nieważne. Nie odreagowuję, a piję strasznie rzadko. Czasami się napiję, ale to jest w ramach resetowania twardego dysku.

Iwona Kucharewicz: A w latach szkolnych?

Wojtek Pilichowski: Pamiętam pierwszą banię, jaką dałem w życiu :) przy wagonowni Grochów z kolegami piliśmy wino.. :) Czar peegieeru, czyli wiadro jabłek i szufla siarki.. i dziesięć litrów wody... Koledzy mnie zapewniali, że mogę spokojnie pić każdą ilość..., ponieważ zasada jest taka, że jak się stoi przed drzwiami własnego mieszkania, gdzie rodzina jest po drugiej stronie, to natychmiast człowiek trzeźwieje. Więc wypiłem dwa takie wina, stanąłem przy drzwiach i czekam. I nic! Pamiętam, że nawet jak wszedłem do domu to nie wytrzeźwiałem... :)

 Iwona Kucharewicz:  :) Nie zadziałało.

Wojtek Pilichowski: Ze strachu przed rodziną przez tydzień czasu nie ćwiczyłem w ogóle tylko się uczyłem. :)

Iwona Kucharewicz: Powiedz czy był taki wyraźny moment, kiedy zdecydowałeś, że będziesz się zajmował zawodowo muzyką, czy tak jakoś wyszło...

Wojtek Pilichowski: Tak, to był moment, kiedy kończyłem podstawówkę. Miałem wtedy 15 lat. Wtedy musiałem zdecydować czy chcę grac na gitarze basowej , czy nie. I wtedy zdecydowałem, że nie ma półśrodków; albo będę grał i wszystko podporządkuję temu, albo nie. To się wiązało z wyborem szkoły po podstawówce: albo taka, w której będę mógł się mało uczyć i dużo ćwiczyć, albo taka, która przyblokuje mój zapał do ćwiczenia. W każdym razie pomyślałem sobie, że ... gdybym miał dziecko, to nie wiem co bym mu zrobił, gdyby podejmowało takie decyzje w życiu jak ja. Bo to jest, wiesz, skrajne ryzyko; wszystko podporządkowywać pod coś, przy czym wiadomo, że na 99% się nie uda.

Iwona Kucharewicz: Ale udało się. :)

Wojtek Pilichowski: Chyba tak. :) Ale pracuję nad tym cały czas.

Iwona Kucharewicz: Skąd wiedziałeś, że akurat na basie?

Wojtek Pilichowski: To czysty przypadek. Taki kolega w podstawówce po prostu kiedyś postanowił założyć zespół. Taki zespół z czystego przypadku. Zawsze przy montowaniu takich kapel podwórkowych nikt nic nie umie, nikt dokładnie nie wie jak dany instrument wygląda, ale już się dzieciaki dzielą funkcjami w zespole. I zawsze jakoś tak było, że ten, który najmniej miał do powiedzenia - miał być wokalistą. I to był taki właśnie przypadek. Poszedłem do kolegi, który miał dwie gitary, wtedy miałem 13 lat, i on mi kazał grać na najgrubszej strunie. Szybko mnie rozbolały palce, więc grałem na tej najgrubszej strunie zapałką. Ja do dzisiaj pamiętam co ja wtedy grałem. Naprawdę. To była najgrubsza struna w gitarze, czyli to było.... sześć ósemek na pustej strunie E, dwie ósemki na 12 progu struny E (próby na stole z nuceniem melodii).. sześć ósemek znowu na pustej strunie E i ..... ćwiartka na dźwięku F, czyli na pierwszym progu. Dziwny to podział :), nowatorski bardzo..., ale jednak. Dokładnie pamiętam to co grałem, przysięgam, jestem tego pewien. :) I ten kumpel mi powiedział, że tak normalnie to co ja gram, to gra basista w zespole i że basówka to jest taki instrument, że najcieńsza struna w basówce jest taka jak najgrubsza w tej. I traktowałem to na zasadzie takiego wyzwania: Wow! To jest coś dla mnie! (śmiech)

I później miałem przez długi czas problem, ponieważ nie wiedziałem gdzie się kupuje gitary :) to była dla mnie czarna magia, nie wiedziałem jak się za to w ogóle zabrać, jak, jakim cudem, także to był dla mnie poważny problem. A potem wiadomo :) kolega kolegi i zamiast kupić sobie motorower, to kupiłem sobie pierwszą basówkę.

Iwona Kucharewicz: A jaki rodzaj muzyki chcieliście grać na początku?

Wojtek Pilichowski: Heavy- metal!! Zresztą to dziwne ..., wtedy wzorowaliśmy się na zespole Iron Maiden i gdyby mi ktoś powiedział, że za kilkanaście lat będę grał z perkusistą z zespołu Iron Maiden, to bym go prawdopodobnie palnął, że się nabija. (śmiech) A jednak zagrałem z Nickiem McBraian'em i fajnie. :)

M: Ten właśnie utwór? (ogólny wybuch śmiechu)

Wojtek Pilichowski: Nie, nie .... :) Różne kawałki graliśmy..., ale nie ten. On go nie znał ... (jeszcze większy wybuch śmiechu) A mi się nie chciało go uczyć :)

Iwona Kucharewicz: Nie przyjechał na warsztaty. :) Powiedz mi czy na warsztatach robisz jakąś selekcję ludzi?

Wojtek Pilichowski: Nie.

Iwona Kucharewicz:  Zdziwiłam się, bo na jakimś czacie wyczytałam, że pewna dziewczyna była tam jako wokal.

Wojtek Pilichowski: Tak, bo na takich warsztatach nie ma zajęć z jednego instrumentu. To są warsztaty dla wszystkich. Na przykład na warsztatach w Bolesławcu czy w Jaworznie zawsze jest klasa wokalu, gitary basowej, gitary... Z basistami jest różnie w zależności od ilości chętnych, ale przeważnie jest dwóch wykładowców jeśli chodzi o basówkę. Jeżeli chodzi o gitarę jest zdecydowanie więcej: trzech, czterech, czasami więcej. Jest klasa wokalu, klasa perkusji tak dalej i tak dalej... także jest tego sporo.

Iwona Kucharewicz: Powiedz coś o swoim sprzęcie....

Wojtek Pilichowski: Używam wzmacniaczy Ashdown (przedwzmacniacz Ashdown ABM-RPM, dwa wzmacniacze mocy stereo Ashdown ABM-PM1000 o mocy 2 x 575 W każdy, dwie kolumny głośnikowe ABM-410H - 4 głośniki 10'' + horn, 600W, dwie kolumny głośnikowe ABM-208H (2 głośniki 8'' + horn, 300W)), gitar Ibanez z serii BTB i strun D'Addario.

Iwona Kucharewicz: Możesz pozdrowić Babcię :)

Wojtek Pilichowski: Jak jestem tylko w Warszawie to prawie codziennie się z nimi widzę :)

Kiedy skończyły mi się pytania, ....a Wojtkowi odpowiedzi ;) ....
... posiedzieliśmy jeszcze trochę przy kolejnym papierosie.... i rozmawialiśmy z wyłączonym dyktafonem... Wojtek jeszcze na chwilę go włączył, żeby nagrać, co następuje:
Wojtek Pilichowski: Ja tylko chciałem powiedzieć, że ...ja się mało znam na wszystkich technicznych rzeczach, ale mam nowego technicznego, który się nazywa Marcin Machnacz i on wszystko wie :)

Pozdrawiamy Marcina... :) Pozdrawiamy Babcię, Dziadka i Mamę Wojtka, Gosię, Cyklopa, Wszystkich, z którymi Wojtek współpracował i współpracuje muzycznie... oraz Mirka Stępińskiego, dzięki któremu ten wywiad się obył.

Iwona Kucharewicz


.